Zdrowie i fitness

Trend ‘fibermaxxing’ przynosi korzyści zdrowotne, które uzasadniają to całe zamieszanie

Zdjęcie: Vitalii Pavlyshynets (@fishmac) na Unsplash

Miska owsianki z malinami i nasionami. Soczewica dodana do sosu pomidorowego. Garść migdałów po południu zamiast kolejnego batonika proteinowego. Chociaż nazwa „Fibremaxxing” może kojarzyć się z ekstremalnym wyzwaniem internetowym, w praktyce jej najbardziej rozsądna wersja wygląda – co jest dość uspokajające – jak zwykłe, pożywne jedzenie.

Trend ten zaczął nabierać tempa w mediach społecznościowych, gdy ludzie zaczęli poświęcać błonnikowi tyle samo uwagi, ile wcześniej poświęcali białku. Pojawiły się filmy obiecujące lepsze trawienie, większe uczucie sytości i zdrowsze jelita, którym często towarzyszyły starannie ułożone miseczki z puddingiem z nasion chia, fasolą i warzywami w jaskrawych kolorach. Za tą dopracowaną prezentacją kryje się jednak znana od lat zasada żywieniowa: większości z nas przydałoby się spożywanie bardziej zróżnicowanej diety opartej na bogatych w błonnik produktach roślinnych.

Nie oznacza to jednak, że należy starać się spożywać tyle błonnika, ile tylko fizycznie możliwe. Bardziej sensownym podejściem jest zwrócenie uwagi na to, w jakich momentach dnia brakuje go w Twojej diecie, i stopniowe uzupełnianie go. Prawidłowo stosowane „fibremaxxing” to nie tyle dieta, co raczej subtelna korekta sposobu, w jaki ewoluowały współczesne posiłki.

Dlaczego światłowody przeżywają swój moment

Białko od tak dawna dominuje w kulturze zdrowego stylu życia, że obecnie niemal każdy produkt spożywczy można znaleźć w wersji o wysokiej zawartości białka. Natomiast o błonniku mówi się zazwyczaj w znacznie mniej atrakcyjnych kategoriach, zwykle w kontekście trawienia lub płatków śniadaniowych.

Jego rola jest jednak szersza. Różne rodzaje błonnika zachowują się w organizmie w różny sposób. Niektóre wchłaniają wodę i tworzą substancję o konsystencji żelu, podczas gdy inne zwiększają objętość pokarmu i ułatwiają jego przemieszczanie się przez układ pokarmowy. Niektóre rodzaje błonnika ulegają fermentacji przez bakterie w okrężnicy, wytwarzając związki, które wspomagają prawidłowe funkcjonowanie jelit.

Pokarmy bogate w błonnik zazwyczaj wymagają więcej czasu na spożycie i trawienie, co może sprawiać, że posiłki dają większe poczucie sytości. Owies, fasola, soczewica, owoce, warzywa, orzechy i produkty pełnoziarniste dostarczają również innych składników odżywczych, co jest jednym z powodów, dla których pełnowartościowe produkty spożywcze są bardziej korzystne niż zwykłe dodawanie izolowanego proszku błonnikowego do diety, która poza tym pozostaje niezmieniona.

W Wielkiej Brytanii dorosłym zaleca się spożywanie około 30 g błonnika dziennie, jednak wielu z nich nie osiąga tego poziomu. Ta różnica pomaga wyjaśnić, dlaczego trend „fibremaxxing” spotkał się z tak dużym odzewem. W przeciwieństwie do trendów opartych na ograniczeniach, ten zachęca ludzi do dodawania czegoś pożytecznego, a nie do wykluczania całych grup produktów spożywczych.

Problem tkwi już w samej nazwie. Słowo “Maxxing” sugeruje, że „więcej” zawsze oznacza „lepiej”, podczas gdy układ pokarmowy rzadko dobrze reaguje na nagłe skrajności.

Jak tak naprawdę wygląda dzień bogaty w błonnik

Aby zapewnić sobie rozsądne spożycie, nie trzeba ważyć każdej maliny ani obliczać przy stole zawartości błonnika w posiłku. Zazwyczaj łatwiej jest wkomponować to w codzienny rytm dnia.

Śniadaniem może być owsianka z jagodami, mielonym siemieniem lnianym i łyżką jogurtu albo pełnoziarnisty tost z masłem orzechowym i plasterkami banana. W porze lunchu miska zupy staje się bardziej sycąca dzięki dodaniu ciecierzycy lub soczewicy, a sałatka zyskuje ciekawą konsystencję dzięki fasoli, nasionom lub pełnoziarnistym produktom, takim jak jęczmień.

Kolacja nie musi składać się wyłącznie z potraw roślinnych. Do znanego sosu do makaronu można dodać garść soczewicy, nie tracąc przy tym jego charakteru. Pieczone warzywa mogą stanowić dodatek do ryb lub kurczaka, a brązowy ryż lub ziemniaki w skórkach mogą od czasu do czasu zastąpić bardziej wyrafinowane opcje.

Przekąski to kolejna łatwa okazja. Owoce z garścią orzechów, wafelki owsiane z hummusem czy popcorn – wszystko to może się do tego przyczynić, nie sprawiając, że jedzenie staje się „projektem żywieniowym”.

Właśnie w tym aspekcie ten trend jest najbardziej przekonujący. Błonnik gromadzi się w organizmie w wyniku spożywania kilku zwykłych posiłków, a nie dzięki jednej „bohaterskiej” porcji otrębów, nasion chia i suplementów.

Różnorodność ma większe znaczenie niż idealna liczba

Można osiągnąć wyznaczony cel liczbowy, spożywając w kółko te same kilka składników. Bardziej sensownym celem jest jednak urozmaicenie źródeł tych składników.

Owies, jabłka, fasola, marchew, nasiona i pieczywo pełnoziarniste nie zawierają dokładnie tych samych rodzajów błonnika. Włączenie do diety mieszanki zbóż, roślin strączkowych, warzyw, owoców, orzechów i nasion zapewnia jelitom szerszy wybór surowców roślinnych do przetworzenia i sprawia, że dieta staje się bardziej zróżnicowana pod względem odżywczym.

Kolor może służyć jako praktyczna wskazówka – nie dlatego, że każdy posiłek musi przypominać tęczę, ale dlatego, że różne warzywa i owoce w naturalny sposób wnoszą do diety różnorodne tekstury i związki roślinne. Mrożony groszek, fasola z puszki i pomidory z puszki mają tak samo duże znaczenie jak pięknie ułożone świeże produkty.

Ma to znaczenie, ponieważ dążenie do maksymalnego spożycia błonnika może łatwo stać się kolejnym kosztownym trendem w dziedzinie zdrowego stylu życia. Nie ma potrzeby, by ten nawyk opierał się na specjalistycznych mieszankach musli, mieszankach nasion klasy premium czy importowanych proszkach. Owies, soczewica, ciecierzyca, ziemniaki, marchew, jabłka i mrożone jagody należą do najbardziej przydatnych i często najtańszych składników.

Targ rolniczy może być przyjemnym miejscem, ale sezonowe produkty nie stają się zdrowsze tylko dlatego, że są sprzedawane z atrakcyjnego drewnianego straganu. Warzywa z supermarketu, mrożone owoce i rośliny strączkowe w puszkach równie dobrze spełniają tę codzienną rolę.

Łagodniejsze podejście przynosi lepsze efekty

Osoba, która z dnia na dzień przechodzi z diety opartej na białym toście, przekąskach o niskiej zawartości błonnika i stosunkowo niewielkiej ilości warzyw na dietę bardzo bogatą w błonnik, może najpierw poczuć się gorzej, zanim nastąpi poprawa. Wzdęcia, gazy, skurcze i zmiany w rytmie wypróżnień to typowe objawy wskazujące, że zwiększenie spożycia błonnika nastąpiło zbyt gwałtownie.

Układ pokarmowy zazwyczaj lepiej znosi stopniowe zwiększanie ilości błonnika. Wprowadzenie jednej zmiany podczas śniadania, a następnie dodanie dodatkowej porcji warzyw lub roślin strączkowych w dalszej części tygodnia, jest często łatwiejsze do zrealizowania niż próba zmiany wszystkich posiłków naraz.

Ważne jest również nawodnienie organizmu, zwłaszcza w przypadku zwiększania spożycia produktów pełnoziarnistych, otrębów, nasion lub suplementów błonnika. Błonnik wchłania wodę, więc nagłe zwiększenie jego spożycia bez odpowiedniego nawodnienia może przyczynić się do pojawienia się dolegliwości lub zaparć, zamiast je złagodzić.

To właśnie dlatego nowsza koncepcja “warstwowego spożywania błonnika” może być lepszym opisem niż „fibremaxxing”. Zamiast skupiać dużą ilość błonnika w jednym posiłku, polega ona na spożywaniu umiarkowanych ilości w ciągu całego dnia. Efekt jest mniej spektakularny, ale znacznie łatwiejszy do utrzymania.

Czy potrzebujesz suplementu?

Dla większości ludzi jedzenie jest lepszym punktem wyjścia. Naturalne produkty spożywcze dostarczają błonnika, a także witamin, minerałów, białka i innych związków pochodzenia roślinnego, nadając jednocześnie potrawom smak i konsystencję.

Suplementy, takie jak psyllium, mogą mieć swoje uzasadnienie, zwłaszcza gdy są zalecane z konkretnych powodów związanych z układem pokarmowym lub gdy dana osoba ma trudności z zaspokojeniem swoich potrzeb żywieniowych wyłącznie poprzez dietę. Nie należy ich jednak traktować jako automatycznego uzupełnienia już zbilansowanej diety.

Podobną ostrożność należy zachować w przypadku przekąsek, napojów i batoników z dodatkiem błonnika. Niektóre z nich są wygodne w spożyciu, ale produkt zawierający dodatek błonnika niekoniecznie ma lepszą wartość odżywczą. Może on również zawierać duże ilości cukru, tłuszczów nasyconych lub substancji słodzących, a niektóre rodzaje dodanego błonnika mogą wywoływać dolegliwości trawienne u osób, które dobrze tolerują zwykłą żywność.

Najdroższy produkt rzadko jest jednocześnie najskuteczniejszy. Puszka fasoli dodana do obiadu może mieć większą wartość praktyczną niż modny proszek, który z zapałem stosuje się przez dwa tygodnie, a potem ląduje zapomniany w głębi szafki.

Kiedy zwiększenie ilości błonnika nie jest natychmiastowym rozwiązaniem

Ogólna rada, by spożywać więcej błonnika, nie sprawdza się w przypadku każdego problemu z układem pokarmowym.

Osoby cierpiące na zespół jelita drażliwego, choroby zapalne jelit, z historią zwężeń jelit, uporczywymi bólami brzucha lub niewyjaśnionymi zmianami w funkcjonowaniu jelit mogą potrzebować bardziej zindywidualizowanych wskazówek. Niektóre rodzaje błonnika są lepiej tolerowane niż inne, a objawy przypisywane “złej kondycji jelit” mogą wymagać odpowiedniej oceny medycznej, a nie kolejnego eksperymentu dietetycznego.

Dieta bogata w błonnik może być również niewskazana w niektórych fazach chorób układu pokarmowego lub przed i po określonych zabiegach. Każda osoba, u której zdiagnozowano schorzenie układu pokarmowego, powinna omówić istotne zmiany w diecie z lekarzem lub dyplomowanym dietetykiem, zamiast kierować się wskazówkami z mediów społecznościowych.

Błonnik również nie powinien stać się kolejnym powodem do zmartwień związanych z odżywianiem. Nieosiągnięcie wyznaczonego celu w pracowitym dniu nie oznacza porażki, a posiłki nie muszą być idealnie skomponowane, by miały wartość. Liczy się ogólny wzorzec w dłuższej perspektywie.

Wersja, którą warto zachować

Najbardziej przydatnym aspektem „fibremaxxingu” nie jest sama nazwa, śledzenie postępów ani starannie stylizowane miski. Jest nim przypomnienie, by spojrzeć na talerz i zadać sobie pytanie, czy nie zabrakło na nim czegoś pochodzenia roślinnego, sycącego i minimalnie przetworzonego.

Dla jednej osoby może to oznaczać zastąpienie rafinowanych płatków owsianych zwykłymi płatkami owsianymi. Dla innej – spożywanie fasoli dwa razy w tygodniu, przechowywanie mrożonych warzyw w zamrażarce lub częstsze wybieranie pieczywa pełnoziarnistego. Są to niewielkie zmiany, ale właśnie takie, które mogą przetrwać dłużej niż sam trend.

Fibremaxxing warto traktować poważnie tylko wtedy, gdy usunie się z niego element “maxxingu”. Zróżnicowana dieta, stopniowo budowana w oparciu o znane nam produkty, będzie prawdopodobnie wygodniejsza, tańsza i łatwiejsza do utrzymania niż pogoń za jak najwyższymi wartościami. Trend ten może przeminąć, ale talerz owsianki, zupa z soczewicy i jabłko zjedzone w drodze do pracy pozostaną po cichu przydatne.